Meble na wymiar · Alwernia
Alwernia leży dwadzieścia pięć kilometrów od naszej stolarni, po małopolskiej stronie, i za przyjazd nie liczymy nic. Zamówienia idą stąd z miasteczka i z sołectw, prawie zawsze z domów. Kuchnie są w nich duże, a naczyń stoi w nich więcej niż w mieszkaniu w bloku.
Kuchnia w tutejszym domu ma zwykle kilkanaście metrów i długi rząd dolnych szafek. To one rozstrzygają o codziennym używaniu, a przy projekcie dostają najmniej uwagi. Półka na dole wygląda na rysunku dobrze i kończy się klękaniem przy każdym garnku, bo do tylnej połowy nie sięga ani ręka, ani wzrok.
Dół robimy dlatego na szufladach wysuwanych na całą głębokość. Zawartość jedzie do przodu i widać ją z góry, także to, co stoi przy tylnej ściance. Pod garnki bierzemy szuflady wysokie, z relingiem, i dokładamy przegrody, żeby ciężkie rzeczy nie jeździły przy zamykaniu. Prowadnice trzymają od trzydziestu do pięćdziesięciu kilogramów, a pełna szuflada naczyń mieści się w tym z zapasem.
Tam, gdzie między zabudową a ścianą albo lodówką zostaje wąski pas, wchodzi kosz wysuwany. Piętnaście centymetrów bierze butelki i oleje, trzydzieści bierze zapasy suche. Kosz wyjeżdża razem z frontem i widać go z obu stron, więc nie ma w nim martwego tyłu. Przy płycie robimy z tego samego kosza schowek na przyprawy, bo sięga się po nie w trakcie gotowania.
Okucia pracują w takiej kuchni najwięcej i po latach widać je jako pierwsze. Bierzemy prowadnice i zawiasy Blum, Hettich, FGV oraz Rejs, wszystkie z cichym domykaniem na ostatnich centymetrach. Dociągany front nie trzaska i nie rozstraja się z sąsiednim. Gdy po latach coś się zużyje, wymienia się samą prowadnicę, bez ruszania korpusu i bez nowej szafki.
Zdjęcia pokazują rozwiązania, o których piszemy wyżej. Nie są to prace wykonane w Alwerni: prawdziwe zdjęcia z tego miasta wstawimy, kiedy klienci pozwolą je pokazać.



W jednym domu rzadko kończy się na kuchni. Przy tym samym pomiarze bierzemy resztę.
Szuflady, jeśli budżet pozwala. Wysuwają się w całości, więc widać, co stoi z tyłu, i nie trzeba klękać. Półka w dolnej szafce chowa tylną połowę przed wzrokiem i to się nie zmienia.
Prowadnice, których używamy, trzymają od trzydziestu do pięćdziesięciu kilogramów. Żeliwne garnki i zapas naczyń mieszczą się w tym spokojnie. Przy najcięższych rzeczach dajemy szufladę niższą i szerszą, żeby ciężar rozłożył się równo.
Wejdzie kosz wysuwany. Węższy weźmie butelki i oleje, szerszy zapasy suche. Kosz jedzie razem z frontem, więc widać całą zawartość z boku.
Robimy, to ta sama gmina i ten sam wyjazd co do Alwerni. Za pomiar i dojazd nie liczymy nic.
Zadzwoń albo napisz. Umawiamy pomiar w Alwerni, robimy projekt i podajemy cenę. Do tego miejsca nic nie kosztuje i do niczego nie zobowiązuje.